piątek, 2 grudnia 2016

Słowacki parlament uznał, że islam nie jest religią i nie będzie oficjalnie uznawany na terytorium tego kraju.


Słowacja zdelegalizowała Islam! Żadnych meczetów, ani publicznych modłów

islam_slowacja


Religia musi mieć co najmniej 50 tys. wyznawców, a nie – jak dotychczas – 20 tys. – uzasadniają autorzy ustawy, która zabrania także dotacji dla muzułmańskich organizacji i prowadzenia islamskich szkół. Projekt zgłoszony przez nacjonalistyczną Słowacką Partię Narodową poparła większość deputowanych.

Tak więc od tej pory islam nie jest uznawany w tym kraju za oficjalną religię, co oznacza, że nie mogą także powstawać meczety. „Musimy zrobić wszystko, aby na naszej ziemi nigdy w przyszłości nie powstał już żaden meczet” – podkreślił lider nacjonalistów Andrej Danko.

Zresztą i obecnie na Słowacji nie ma ani jednego meczetu, muzułmanie modlą się wyłącznie w domach. I jeszcze długo to się nie zmieni, chociaż propozycja nacjonalistów, żeby podnieść niezbędny do rejestracji limit wyznawców aż do 250 tys. – nie przeszła.

Zgodnie z ostatnim spisem ludności, na liczącej 5,4 mln mieszkańców Słowacji żyje ok. 2 tys. muzułmanów. Islamska Fundacja na Słowacji podaje liczbę 5 tys. Natomiast 62 proc. ludzi deklaruje, że są katolikami.

Przedstawiciele rządu premiera Robert Fico wielokrotnie twardo podkreślali, że dla islamu na Słowacji nie ma miejsca. Niewykluczone, że wkrótce zostanie też wprowadzony zakaz noszenia muzułmańskich strojów.

Nowe prawo uchwalono także po to, żeby nie można było rejestrować różnych dziwacznych albo satyrycznych pseudo-religii, takich jak np. Kościół Latającego Potwora Spaghetti, który działa już na całym świecie.


http://reporters.pl/3905/slowacja-zdelegalizowala-islam-zadnych-meczetow-ani-publicznych-modlow/

środa, 30 listopada 2016

“Missing 411” - O tych tajemniczych zaginięciach ...




David Paulides – były policjant – od kilku lat prowadzi śledztwo, próbując wyjaśnić tą mroczną tajemnicę. Zaowocowało to serią pięciu książek na ten temat a w ostatnią niedzielę debatą w RP. O tych tajemniczych zaginięciach pisałem już w kwietniu 2012 r w starej NA i dziś odgrzewany, ale wciąż aktualny wpis na ten temat znaleziony w archiwum.

Setki a może nawet tysiące ludzi w USA zniknęło w tajemniczych okolicznościach podczas wędrówki, po jednym z wielu amerykańskich parków narodowych. Nikt nie zna prawdziwej liczby tych zaginionych, oficjalnie nikt też nie prowadzi listy takich zaginionych. Do tej pory policzono, że są ich setki, ale wiadomo już, że jest to zaledwie czubek góry lodowej. Jakby tego było mało, agencja, która stoi na straży tych parków ukrywa wszelką ewidencję na ten temat, lub po prostu utrudnia jej zdobycie. Nie tyle chodzi tu o ukrywanie faktów czy jakąś konspirację, ale organizacje te sprawiają wrażenie, jakby same nie chciały wiedzieć jaka jest prawdziwa skala zjawiska. David Paulides jest byłym policjantem (pracował w policji przez 20 lat), którego życiową pasją stał sie Bigfoot czego efektem są napisane przez niego dwie, świetne książki na ten temat. Badając przypadki związane z Bigfootem zdał on sobie sprawę, że w parkach narodowych zniknęła bez śladu całkiem spora gromadka turystów i że problem ten nigdy nie był powodem żadnego większego śledztwa: tak policji federalnej jak i władz parków narodowych. Paulides zaczął mozolnie sam zbierać takie dane i wydał je właśnie w postaci dwutomowej książki pt: “Missing 411” (Zagubieni 411). Pierwszy tom dotyczy Zachodniego Wybrzeża USA i Kanady, a drugi Wschodniego Wybrzeża USA. Przypadki zaginięcia osób bez śladu miały miejsce niemalże w każdym parku narodowym USA. Duża część tych zaginionych to dzieci. Zebranie tych danych w formie książki zajęło autorowi ponad 3 lata.
Z naturą nie ma żartów i nie jest trudno zgubić się w wielkim dziewiczym lesie, doznać w nim jakichś obrażeń, być napadniętym przez dzikie zwierzę, przez kryminalistów czy osoby niezrównoważone psychicznie. W toku swojego śledztwa David Paulides zdał sobie sprawę, że żaden z tych powodów nie miał znaczenia w wielu badanych przez siebie przypadkach. Wręcz odnosiło się wrażenie, że coś mrocznego i brutalnego, coś czego działania nie można do końca zrozumieć atakowało ludzi w lesie i mordowało z zimną krwią w bardzo dziwnych okolicznościach, nie dając żadnego logicznego powodu celu swego działania. Niektóre z historii opisanych przez Paulidesa, swoją grozą przeszywają do szpiku kości.
Zbrodnie dokonywane w amerykańskich lasach kompletnie umykają uwadze opinii publicznej. Gdyby wydarzyły się w jakichś ośrodkach miejskich – zyskałyby natychmiast uwagę mediów. Władze parków narodowych nie pragną takiego rozgłosu, bo ich zadaniem jest zapewnić bezpieczeństwo milionom turystów, odwiedzających amerykańskie lasy. Paulides wyodrębnił 28 miejsc na terytorium USA i Kanady, gdzie do takich zaginięć dochodzi najczęściej. Do takich terenów zaliczono np. cały stan Pennsylwania, gdzie w latach 40-tych zeszłego wieku, w gęstych lasach zaginęło wiele dzieci – wszystkie w bardzo podobnych okolicznościach.



Paulides tworząc swoją książkę, starał się oddzielić od siebie te przypadki, w których ludzi ginęli w lasach z własnej woli. Niektórzy mający samobójcze skłonności wyruszali w las w poszukiwaniu śmierci. Inni znikali w lesie, bo nie byli w stanie żyć wśród ludzi. Ale trudno o takie pobudki podejrzewać np. dzieci. Kiedy w lesie ginie dziecko rozpoczyna się poszukiwania na wielką skalę, licząc się z tym, że może ono zostać rozszarpane przez niedźwiedzia, wilka lub pumę. Wówczas znajduje się wiele śladów takiego tragicznego wydarzenia – w tym ślady krwi. Jednak w przypadkach badanych przez Paulidesa niczego takiego nie odnaleziono. Na dodatek psy myśliwskie, które sprowadzono do wytropienia takich śladów, w pewnym momencie zaczynały zachowywać się bardzo dziwnie. W wielu przypadkach nie były w stanie nawet złapać tropu, a czasami nawet nie chciały w ogóle wyruszyć na poszukiwanie! Innym razem dobiegały do rozwidlenia na ścieżce, zatrzymywały się i nie chciały już dalej ruszyć.
🔃
W wielu przypadkach psy myśliwskie w poszukiwaniu tropu dochodziły do rzeki. Rzeka często była wystarczająco duża, że dorosły człowiek nie był w stanie bezpiecznie przejść przez nią na drugi brzeg. Tym bardziej takiej rzeki nie było w stanie pokonać dziesięcioletnie dziecko. Kiedy ludzie biorący udział w poszukiwaniach dochodzili do rzeki, uznawali, że poszukiwane dziecko w niej utonęło, co kończyło zazwyczaj poszukiwania. W niektórych przypadkach ekipa poszukiwaczy przedostawała się na drugą stronę rzeki i kontynuowała poszukiwania. Po przejściu kilku kilometrów lasu, często znajdowano martwe już ciało takiego dziecka. Wówczas jednak stawiano sobie pytanie: w jaki sposób dziecko było w stanie pokonać nie tylko tak duży dystans w gęstym lesie, ale także przekroczyć rwącą i niebezpieczną rzekę? Nikt nigdy nie zdołał odpowiedzieć na to pytanie. Często takie poszukiwania prowadzono w środku zimy, w ekstremalnie trudnych warunkach, a poszukiwane dziecko nie miało na sobie nawet butów! Niekiedy ciało takiego dziecka znajdowano blisko szczytu wzgórza, co jest zachowaniem nielogicznym dla kogoś błąkającego się po lesie (zazwyczaj zgubiona osoba schodzi w dół, gdzie jest cieplej i jest szansa spotkać pomoc). W większości przypadków dzieci nie miały na sobie butów, ale raporty policyjne nie opisywały stanu stóp. Jeśli ośmiolatek przemaszerował boso ponad 20 km i po drodze wszedł na trzy strome wzgórza, to jego stopy powinny być w okropnym stanie, ale w raportach o niczym takim się nie wspomina. Można więc założyć, że skoro stopy nie zwróciły uwagi śledczego tzn., że nie zauważono w nich nic szczególnego.. a to przecież samo w sobie było faktem najbardziej zdumiewającym. W każdym z przypadków odnalezienia ciała takiej zaginionej osoby, kolejnym elementem, który wprawiał w zdumienie było ubranie. Gdyby taka osoba była zaatakowana przez dzikie zwierzę, dookoła zwłok leżałyby strzępy odzieży. Tymczasem ubrania bardzo często były zdjęte z ofiary i czasami miało się wrażenie, że ktoś je nawet poskładał. Znaleziono np. spodnie, które były wywrócone na lewą stronę, jakby ktoś je ściągał z ofiary zanim ją… zjadł. FBI wezwana w takiej sytuacji szczegółowo przeszukiwała teren i zazwyczaj nie znajdowała żadnych śladów ani po człowieku, ani po zwierzęciu takim jak np. niedźwiedź. Przypadki te nie są odosobnione, ale nigdy nie były przedmiotem zbiorowego śledztwa mimo, że miały miejsce zbyt wiele razy aby być traktowane jako dziwaczny przypadek.
🔃
Paulides w swoim śledztwie natrafił na mur nieprzychylności i złej woli ze strony zarządu amerykańskich parków. Większość strażników pracujących w parkach narodowych (strażnik parkowy w Stanach ma niemalże te same uprawnienia co policjant i jest to organizacja paramilitarna o sile wielu tysięcy ludzi), nie ma pojęcia o ilości ludzi jacy zniknęli w takich miejscach. Wie jednak o tym zarząd parków, ale unika nagłaśniania tego problemu. Paulides na podstawie funkcjonującego w USA prawa, które pozwala uzyskać dostęp do dokumentów agencji rządowych (które są przecież na utrzymaniu podatników, więc podatnicy mają prawo wiedzieć co te agencje robią), chciał uzyskać dostęp do danych, dzięki którym mógłby zobaczyć jak wiele osób poszło na wycieczkę do parku narodowego i nigdy z niej nie wróciło. Ku jego zdumieniu w kwaterze głównej zarządu parków odpowiedziano mu, że taka lista nie istnieje. Jak wspomniałem wcześniej, zarząd parków narodowych w USA jest organizacją policyjną o poważnym budżecie i biurokracji i wydaje się być nieprawdopodobne, że nie prowadzi ewidencji zaginięć ludzi w miejscach będących pod jej opieką. W najbardziej zabitej dechami wsi, lokalny szeryf ma komputer, własną stronę internetową, gdzie można odnaleźć dane na temat osób jakie zaginęły w jego rejonie. Tymczasem zarząd parków narodowych uznał, że takiej listy nie potrzebuje. Paulides napisał wówczas prośbę o udzielenie mu wglądu w dokumentację jaka powstaje w danym parku, gdy spisuje się protokół zaginięcia jakiejś osoby. Zarząd odpowiedział wówczas, że może to zrobić, ale za opłatą, która wynosi… 1,4 mln dolarów! Najwyraźniej urzędnicy za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do tego, aby liczba zaginionych w amerykańskich parkach narodowych ujrzała kiedykolwiek światło dzienne.
🔃
Park narodowy Yosemite w Kalifornii jest miejscem, w którym zaginęła bez wieści stosunkowo duża grupa ludzi. Park jest pełen klifów, skalnych kanionów i trudnodostępnych miejsc, więc teoretycznie o wypadek nie jest tam trudno. Jednak wiele zaginięć w tym parku narodowym w żaden sposób nie znajduje racjonalnego uzasadnienia i wymyka się logice.
Na początku lat 80-tych, w Yosemite zaginęła młoda, bo 15-letnia dziewczyna – Stacey. Brała ona udział w wyprawie konnej przez park, wraz ze swoim ojcem i grupą jego przyjaciół. Dotarli oni do mało uczęszczanej części parku zwanej Sunrise Camp, niedaleko May Lake, gdzie znajdują się drewniane domki, w których można przenocować. Stacey przebrała się w domku i zaczęła krzątać się po obozowisku. W pewnym momencie zapytała ojca czy może się oddalić od domków (na odległość 100 m) z jednym z członków wyprawy (70-letnim mężczyzną), żeby popatrzeć na jezioro. Stacey zabrała ze sobą aparat fotograficzny i zaczęła wspinać się na wzgórze, z którego był widok jezioro. Mężczyzna, który jej towarzyszył zmęczył się jednak i usiadł na kamieniu kiedy już weszli na szczyt. Wszystko to rozgrywało się na oczach innych członków wyprawy i ojca Stacey u podnóża góry. Stacey powiedziała starszemu mężczyźnie, że minie tylko kilka drzew, które zasłaniały widok na jezioro, a które rosły kilkanaście metrów od miejsca gdzie był kamień na którym siedział. Pobiegła w stronę drzew i to był ostatni raz kiedy ją widziano.
Poszukiwania rozpoczęto niemalże natychmiast. Stacey jednak zapadła się jak kamień w wodę. Jej ojciec przez kilka lat z rzędu organizował grupy poszukiwawcze, które przeczesywały teren w poszukiwaniu choćby najmniejszego śladu po dziewczynie. Jedyne co znaleziono, to plastikowa osłona na obiektyw, która spadła z jej aparatu. Przypadek ten jest niezwykle interesujący, bo teren na którym Stacey zapadła się dosłownie pod ziemię, jest położony stosunkowo wysoko w górach, gdzie rośnie niewiele drzew. Także fakt, że nigdy nie znaleziono jej ciała ani najmniejszej części jej garderoby również sprawia, że cała ta historia jest dziwaczna i pełna pytań.
🔃
Wg amerykańskiego prawa zaginięcie jakiejś osoby nie jest przypadkiem kryminalnym i nie traktuje się go jako potencjalnego przestępstwa, zanim nie zdobędzie się przekonywujących przesłanek, że jest inaczej. Kiedy Paulides poprosił o akta tej sprawy (na podstawie prawa o którym wspominałem w poprzedniej części), która wydarzyła się niemalże 30 lat temu, zarząd parku Yosemite odmówił ich wydania.
Innym takim miejscem, gdzie zanotowano wiele zaginięć bez śladu są tereny wokół malowniczego Jeziora Kraterowego w Oregon. Zaginięcia notuje się tam od co najmniej 100 lat, kiedy w 1910 roku, nad jeziorem zniknął bez śladu znany fotograf natury B.B. Bukawski. Fotografował on wówczas park zimą. Samo jezioro jest kalderą wygasłego wulkanu, który jest wypełniony wodą. Bukawski był wielkim, silnym chłopem, który powinien poradzić sobie w zimowych warunkach – mimo to słuch po nim zaginął. Brzegi jeziora są bardzo strome a zimą potężne zaspy uniemożliwiają podejście do jego brzegów. Bukawski stał się pierwszą zanotowaną zaginioną osobą w rejonie jeziora. David Paulides przeszukując notatki prasowe, w których byłyby zamieszczone informacje o innych zaginionych, natrafił na informację o 19 letnim chłopaku, nazywającym się Charles McCuller, który także był fotografem i zniknął nad jeziorem również zimą, tym razem w lutym 1975 roku.
🔃
Na wieść o jego zaginięciu, nad Jezioro Kraterowe przybył jego ojciec i będąc już na miejscu nie mógł on zrozumieć jak to się stało, że jego syn zaginął w miejscu, po którym zimą ze względu na wielkie śniegi i zaspy nie da się poruszać. Ojciec Charlesa McCullera, dokładnie opisał strażnikom parkowym przedmioty jakie jego syn powinien mieć ze sobą. Była to przede wszystkim spora ilość sprzętu fotograficznego, a także klucz do samochodu Volkswagen o niezwykle charakterystycznym i niepowtarzalnym wyglądzie. Jednym ze strażników który skwapliwie zapisywał te informacje, był Marian Jack (zapewne skrót od Jackowski), który był także nauczycielem fizyki w miasteczku Medford, podczas trwania roku szkolnego. Strażnik Marian ukończył wszystkie wymagane kursy uprawniające go do pełnienia funkcji strażnika parkowego i pracował nad Jeziorem Kraterowym podczas wakacji od co najmniej 30 lat. Był on pasjonatem życia w naturze i miał nawet letni domek niedaleko jeziora, do którego przenosił się wraz z rodziną na czas przerwy szkolnej. Rok później w miejscu odległym o niecałe 20 km od punktu, z którego zniknął McCuller, wędrujący przez las podróżnik dostrzegł szkielet nad brzegiem strumyka. Niedaleko ciała znalazł niewielki plecak, który przyniósł ze sobą na posterunek rangersów. Wewnątrz znaleziono sprzęt fotograficzny i klucze do Volkswagena. Bez cienia wątpliwości stwierdzono, że przedmioty należą do zaginionego McCullera. Strażnik Marian razem z innym swoim kolegą wsiedli na konie i pojechali w opisane przez turystę miejsce. Miejsce to było niezwykle trudno dostępne i wymagało niezłej kondycji fizycznej od ludzi i koni. Strażnik Marian wiedział także, że nikt nie był w stanie dotrzeć do niego zimą 1975 roku, bo uniemożliwiały to potężne, dochodzące do 7 m zaspy śnieżne. Kiedy udało się wreszcie dotrzeć na miejsce, strażnicy dostrzegli szkielet McCullera, który wciąż siedział na brzegu strumyka. Ciało zmarłego dosłownie wtopiło się w jego dżinsy, które były rozpięte, podobnie jak odpięty był pasek od spodni. Skarpety były wewnątrz dżinsów, tam gdzie powinny być, ale nigdzie nie znaleziono butów. Strażnik Marian nie raz uczestniczył w znajdowaniu martwych osób w lesie i miały one zawsze na sobie buty. Buty są zawsze najsolidniejszą częścią garderoby. Są zbyt ciężkie aby mógł je porwać wiatr, niejadalne dla zwierząt i są w stanie przetrwać setki lat. Szkielet nie miał także koszuli. Nie znaleziono przy nim aparatu fotograficznego, z którego korzystał, ani noża jaki opisał jego ojciec.
🔃
Kiedy strażnicy zaczęli powoli przeszukiwać teren dookoła, 4 metry od szkieletu znaleźli oderwany czubek jego czaszki a także dużą ilość kości, nie większych niż 2 cm, rozsypanych dookoła zabitego w promieniu kilku metrów. Strażnicy byli zdumieni tym co znaleźli. Przede wszystkim nie dało się racjonalnie wytłumaczyć jak ktokolwiek mógł dotrzeć w to miejsce w samym środku zimy. Nie wiedzieli także na co patrzył McCullen siedząc na brzegu potoku. Strażnicy zadzwonili po grupę specjalną FBI zajmującą się takimi trudnymi do wytłumaczenia przypadkami. Agenci FBI przylecieli na miejsce helikopterem i pracowali nad strumykiem przez 4 dni. Kiedy David Paulides złożył podanie do FBI o dostęp do dokumentacji z tamtego zdarzenia, w odpowiedzi uzyskał jedynie, że nigdy jej nie dostanie.
Przypadek ten wzbudził w byłym śledczym silne przeświadczenie, że przypadek ten łączy się z innymi – podobnie niecodziennymi. Kilka dni później Paulides zdobył informacje o chłopcu, który zaginął w górach Great Smoky Mountains w stanie Tennessee. Na poszukiwania chłopca wyruszyła grupa, której przewodzili strażnicy parkowi z psami. Kiedy dotarli do dosyć szerokiej, górskiej rzeki, w samym środku jej nurtu zauważono kamień, na którym leżał plecak zaginionego chłopca. Plecak był otwarty i wyglądał jakby ktoś sprawdzał jego zawartość. Już po drugiej stronie, po wielu kilometrach marszu w trudnym terenie natrafiono w końcu na ciało chłopca. Nie miał on na sobie butów, kurtki i koszuli. Miał na sobie tylko rozpięte spodnie opuszczone do kolan.
Władze w parku usiłowały wytłumaczyć ten fakt tym, że chłopiec rozebrał się pod wpływem hipotermii, ale o podobnych przypadkach rozbierania się pod wpływem zimna i halucynacji nie słyszeli nawet doświadczeni himalaiści. Nawet jeśli założyć, że ktoś rzeczywiście postanowiłby się rozebrać, to po co miałby opuszczać spodnie???
🔃
Podobnych, równie niezwykłych i niewyjaśnionych przypadków zaginięć w amerykańskich lasach David Paulides opisał niemalże tysiąc. Obecnie pracuje on nad dwoma kolejnymi tomami “Missing 411”. Jeden z nich poświęcony jest w całości stanowi Teksas a drugi Florydzie. W planach jest już także 5-ty tom dotyczący podobnych wypadków jakie miały miejsce w Australii, co wskazuje, że ten mroczny fenomen nie jest tylko wyłączny dla USA i Kanady, a dotyczy wielu miejsc na świecie.



Viktor Orban jedzie do USA - ".. traktowano mnie tam jak czarną owcę..." - mówi Orban

Dlaczego Orban ?  
Ten artykuł ze strony
wpolityce.pl viktor-orban-pojedzie-do-waszyngtonu-otrzymal-zaproszenie-od-prezydenta-elekta-donalda-trumpa  zasługuje na większą uwagę  niż nam się wydaje. Dlaczego Orban - On jest jedynym politykiem poważnie myślącym w tym regionie europy. więc nikogo nie powinno to dziwić ,ze to właśnie on otrzymał zaproszenie , a  nie np. Duda czy też ktoś inny  z grupy wyszehradzkiej . Rozmowa z Trumpem , a po to został zaproszony Orban - będzie przebiegała na tyle poważnie na ile poważne są relacje krajów europy wschodniej z Rosją i  nie tylko. Orban jest człowiekiem silnie stąpającym po ziemi i wiedzącym czego chce czyli jest silnie zmotywowany politycznie i wie ,że Węgry są częścią europy tej europy położonej najbliżej Rosji. W polityce Trumpa nie będzie chodziło o inzolowanie Rosji od reszty świata, a Orban jest oczywiście dobrym przykładem trzeźwo myślącego polityka, premiera kraju który wie jak rozmawiać z Putinem i tylko on może sprawować rolę bezpiecznika w tej części świata .  Patrząc zaś na snobizm rządu polskiego i jego przedstawicieli ogarniętych chęcią wojny ...  nie przypuszczam , aby ktoś został zaproszony do USA na rozmowy w tej kwestii - .. o tym mozna rozmawiać tylko z poważnymi ludźmi. 
Ten wycinek z gazety najlepiej przemawia za tym Kto i Który z polityków ma na tyle silny kręgosłup , aby udźwignąć problem politycze  relacji europa- rosja.  Orban tego dokonał 

Premier Węgier Viktor Orban powiedział, że prezydent elekt Stanów Zjednoczonych Donald Trump w rozmowie telefonicznej zaprosił go z wizytą do Waszyngtonu - poinformował w piątek dziennik „Vilaggazdasag” w piątkowym wydaniu.


"Trump zaprosił mnie do Waszyngtonu. Powiedziałem mu, że dawno już tam nie byłem, bo traktowano mnie tam jak czarną owcę. Zaśmiał się i odparł, że jego też tak traktowano"

— powiedział węgierski premier w rozmowie z wydawaną w Budapeszcie gazetą.

Wypowiedział się też na temat stylu prezydentury Trumpa, który dotychczas nie sprawował wybieralnego urzędu i nie ma doświadczenia politycznego.


Będzie prezydentem, który nie jest uwiązany ideologicznie i którego o wiele bardziej interesuje sukces, skuteczność i rezultaty niż polityczne teorie

— ocenił.

Orban był jedynym szefem rządu państwa UE, który entuzjastycznie przyjął zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich 8 listopada - pisze dpa. Agencja przypomina, że Unia Europejska i obecna administracja USA zarzucają Orbanowi autorytarny styl sprawowania władzy, a węgierski polityk posługuje się antyimigracyjną retoryką podobną do tej, jaką w kampanii wyborczej stosował Trump.

Dpa podkreśla, że urzędujący prezydent USA Barack Obama, który w styczniu złoży urząd sprawowany od 2009 roku, nigdy nie odbył dwustronnego spotkania z Orbanem, sprawującym władzę od 2010 roku.

sobota, 26 listopada 2016

Niebezpieczne manewry dla Polski w 2017 roku ,,



Rosyjskie ministerstwo obrony planują w 2017 roku przerzucić na Białoruś ponad 80 razy więcej żołnierzy i sprzętu niż w latach ubiegłych. Oficjalnie są to działania związane z przyszłorocznymi ćwiczeniami „Zapad-2017”, jednak białoruska opozycji alarmuje, iż mogą to być przygotowania do przejęcia militarnej kontroli nad terytorium kraju, lub agresji na terytorium Ukrainy, krajów bałtyckich czy Polski.


Alarmujące informacje na temat planowanych działań Rosji na Ukrainie pochodzą z całkowicie jawnych dokumentów, dotyczących przyszłorocznych kontraktów. Jak co roku, rosyjskie ministerstwo obrony rozpisało przetarg na usługi międzynarodowego militarnego transportu kolejowego. Krótko rzecz ujmując, chodzi o przewóz sprzętu i materiałów wojskowych na specjalnych platformach kolejowych.

Jak podają białoruskie media, w roku 2015 kontrakt na transport kolejowy do Białorusi opiewał na 125 wagonów, a w 2016 roku zaledwie na 50 wagonów. Przetarg na rok 2017 opiewa na usługę transportową w wymiarze 4126 wagonów. To pond 80 razy więcej niż w roku bieżącym. Samo to porównanie pokazuje skalę operacji rosyjskich wojsk na terenie Białorusi planowaną na przyszły rok.
już w przeszłości tak było nie raz i nie dwa i nie trzy
kiedy daliśmy się sprzedać jak tanie ....
W Polakach nie ma jedności i to jest najwiekszy problem.  

Rosyjskie ministerstwo obrony uspokaja, informując, że są to działania związane z dużymi ćwiczeniami białorusko-rosyjskimi „Zapad 2017”, które regularnie odbywają siły zbrojne obu krajów. Tym razem, jak zapowiedział na początku listopada minister Sergiej Szojgu – „Przy opracowywaniu koncepcji scenariusza manewrów, będzie brana pod uwagę sytuacja związana ze zwiększoną aktywnością NATO w pobliżu granic Państwa Związkowego”. Jednak skala zapotrzebowania na transport wskazuje, że musiałby brać w tych manewrach udział siły rosyjskie liczone w dywizjach.

Cześć białoruskich opozycjonistów i aktywistów sugeruje, że celem tak znaczących transportów może być rozlokowanie na stałe na terytorium Białorusi rosyjskich jednostek wojskowych. Mówią wprost o przerzuceniu na Białoruś części sił utworzonej w 2014 roku 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego. Zadaniem nowo sformowanej armii rosyjskich sił zbrojnych jest zgodnie z deklaracjami rosyjskiego ministerstwa obrony „osłona Moskwy przed zagrożeniem z kierunku Białoruś-państwa bałtyckie-Finlandia”. Jednostka kontynuuje tradycje 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej stacjonującej w czasach Zimnej Wojny w Niemieckiej Republice Demokratycznej i rozformowanej w 1998 roku.

Wśród potencjalnych zadań jakie miałyby pełnić na Białorusi rosyjskie siły i sprzęt przerzucone czterema tysiącami wagonów pojawia się obsadzenie stałej bazy wojskowej, ale też możliwość agresji wobec północnej Ukrainy, krajów bałtyckich czy nawet Polski.

Potencjalna agresja zdaje się być wyjątkowo mało prawdopodobna, ale nie jest wykluczone, że w wyniku działań politycznych, ekonomicznych i militarnych Rosja planuje w przyszłym roku zmusić Łukaszenkę do przyjęcia na stałe dużych rosyjskich kontyngentów. Mogą one, z perspektywy rosyjskiej polityki obronnej i przekazu propagandowego, stanowić odpowiedź na pojawiające się w 2017 roku siły NATO oraz amerykańską brygadę zmechanizowaną która będzie stacjonować w Polsce. Z pewnością obecność rosyjskich żołnierzy, lub taka możliwość, ma stanowić dodatkowe wzmocnienie dla sojuszu Kremla z Mińskiem. W ostatnich latach Łukaszenko próbował się nieco dystansować od Rosji i jej konfliktu z Ukrainą, ale możliwości w tym zakresie zdają się być coraz bardziej ograniczone. Wskazują na to również ostatnie deklaracje prezydenta Aleksandra Łukaszenki, który podkreślił w publicznym wystąpieniu – „Dzisiaj światem wstrząsa terroryzm i konflikty zbrojne. Wielokrotnie dyskutowałem te kwestie z rosyjskim prezydentem i podzielamy wspólne poglądy w tej kwestii. W głównych kwestiach nie istnieją miedzy naszymi krajami rozbieżności w polityce międzynarodowej”.

niedziela, 20 listopada 2016

... a jednak Ziemia jest PŁASKA ?

Płaska Ziemia -
 Największa Tajemnica Świata! 
(Dave Murphy) Flat Earth

[.. kto posiada dowody - ten zna prawdę
kto zna prawdę - ten rządzi ]



 Salomon 1:5
Słońce wschodzi i słońce zachodzi, i śpieszy do swego miejsca, gdzie znowu wschodzi.

Jest to następna wersja przedstawienia teorii mówiącej nam ,że Ziemia jest płaska. Teoria jest podparta jakby się wydawało twardymi dowodami, ale czy na pewno ? Większości są to poszlaki ..  na takie jest stać ludzi głoszących mówiąc ściślej herezję przystrojoną w domysły. 
Następny dogmat wiary ,który w oparciu o biblię powiada "błogosławiony ten , który nie widział , a uwierzył ... itd" Czy o to chodzi? Czy ktoś szuka wiernych wyznawców , kultu płaskiej Ziemi . Czy ktoś chce zbudować nowy powiedzmy kościół z taką podwaliną.  Wszystko jest możliwe, a w dzisiejszych czasach już nic nie jest mnie wstanie zadziwić .?

Z drugiej zaś strony .. powiedzmy ,że  jest prawda choć połowicznie tzn. Ziemia nie jest aż tak płaska jak kartka papieru lecz jest spłaszczona??  To pytanie brzmi następująco " do czego komuś jest potrzebny plan dezinformacji ludzi " Po co komuś utrzymywanie rzeszy istnień w takim paradoksie ? I to właśnie jest największa tajemnica - większa od tej o płaskiej Ziemi

Według naukowca ludzkość ma już na Ziemi nie wiele czasu.




Stephen Hawking, wybitny fizyk i kosmolog ma niepokojące przepowiednie dla rodzaju ludzkiego. Według naukowca ludzkość ma już na Ziemi nie wiele czasu. Jest jednak jeden sposób na przetrwanie człowieka. Co trzeba zrobić?



Stephen Hawking t wybitny autorytet w dziedzinie astrofizyki. Słynie ze swoich książek, które przybliżyły zwykłym ludziom zawiłe teorie dotyczące praw kosmosu. Naukowiec przewidział, że za około tysiąca lat ludzkość na Ziemi wyginie. Wszystko za sprawą wojny nuklearnej i globalnego ocieplenia. Zagrożeniem dla ludzkości może być również sztuczna inteligencja, która za pare lat może przerosnąć możliwości ludzkiego mózgu. 14 listopada stowarzyszenie Oxford Union, zorganizowało konferencję, na której Hawking zdradził jak uratować gatunek ludzki.




- Żeby ludzkość miała przyszłość, musimy uciekać w Kosmos. Nie sądzę, żebyśmy byli w stanie przeżyć kolejne tysiąc lat, jeśli nie uciekniemy z naszej kruchej planety - wyznał naukowiec. - W związku z tym zachęcam, żeby zacząć interesować się Kosmosem - dodał Hawking. - Pamiętajmy: patrzmy w górę w gwiazdy, a nie pod nogi - zakończył swoje wystąpienie. Czas chyba przygotowywać się do życia na innej planecie...

[..] na takie przemyślenia nie trzeba czekać 1000 lat .? Wystarczy popatrzeć co się dzieje na świecie żeby dojść samemu do takich konkluzji . W/w przemyślenia są trafne lecz nie należy czekać aż tyle czasu - wystarczy jedna nie przemyślana decyzja i mamy armagedon z dnia na dzień. Być może w takich okolicznościach nikt i nic nie będzie w stanie przetrwać , a już na pewno  nie ucieknie w kosmos. Chyba, że nie mówi nam się prawdy , a słowa Howkingsa są tylko niepisaną zachętą do lobbowania kosmosu za wszelka cenę i  w oparciu o powyższe fakty poszukuje się chętnych do ekspansji w przestrzeń. W takim przypadku, aby poszukać ludzi  do porzucenia Ziemi nie jest łatwe - fakt chętni się znajdą, ale nie wiadomo czy będą  spełniali kryteria tzw. wybrańców - chęci to nie wszystko... Cały czas zastanawiam się - co się stało z tymi wszystkimi amerykańskimi promami kosmicznymi .. ??. Czyżby zostały uziemione sprawne pojazdy . Na pewno nam się nie mówi wszystkiego  ,  na decydujące zdanie i ujawnienie faktów  jeszcze poczekamy. 

 Pierwszym nestorem lotów w kosmos był Hitler - tak właśnie on. Posiadał znakomitego naukowca von Brauna , który po zakończeniu wojny osiadł USA i tam pracował w NASA jako projektant rakiet , ale też jako projektant pojazdów międzyplanetarnych. To było w latach 50, 60 , gdzie zostały zaprojektowane pierwsze osobowe nośniki do eksploracji kosmosu. Problem jaki się pojawił to paliwo ???  Nie jest problemem polecieć w jedną stronę , ale też i wrócić - tak było wtedy.  Na dzień dzisiejszy mamy o wiele większe pole manewru i stąd też przytoczyłem zapytanie - gdzie sie podziały sprawne promy ? Jest gorącu wokół Marsa - co jakis czas podawane są do publicznej wiadomości zdjęcia z sond kosmicznych z Marsa i fajnie, ale do tego czasu mogła juz powstać jakaś baza na tej planecie , ale my tego nie wiemy tylko możemy domniemywać .


sobota, 12 listopada 2016

SPRÓBUJCIE OCENIĆ WYPOWIEDŹ ŻĄDNEGO KRWI EUROPY PUTINA ... ? zobaczycie sami KTO jest tak na prawdę zawistnym oszołomem tego świata .. WARTO POSŁUCHAĆ

Opublikowany 23.09.2016


Fareed Zakaria, jako prowadzący program w CNN, często dodaje czegoś od siebie do cytatów Putina, albo celowo je skraca. Stawia również Rosję celowo w złym świetle. Krótko mówiąc - To taki Tomasz Lis czytający tweety z fejkowych kont, albo dziennikarz TVNu, który robi wywiad z pewnym panem w muszce i potem tak przycina materiał, że Pan z którym dziennikarz robił wywiad jest stawiany w złym świetle.



Putin  jest wytrawnym politykiem będącym nie pomyśli rządnym władzy hegemonom zza oceanu o czym mówi i zwraca uwagę sam Putin .  Niektórzy dławią się własnym gównem jak kawałkiem wybornego ciasta ...   Może Trump coś zmieni  albo dopełni dzieła zniszczenia  czego jego poprzednik w osobie Obamy nie sfinalizował .